sobota, 7 września 2013

"If you want to ma­ke God laugh, tell him about your plans."

Plany, nawet te najbardziej odległe, różnią się od marzeń. Owa różnica polega na tym, że w przypadku planów jesteśmy pewni lub prawie pewni wcielenia ich w życie.
Z marzeniami jednak nie jest już tak różowo.

Niedawno wracając do domu, łapiąc ostatnie promienie słońca przez uchyloną szybę okna iście luksusowego Mercedesa, należącego do MPK S.A. w Krakowie rozmawiałem z pewną osobą o marzeniach, koniec końców wprowadziłem ją w moje. W pewnym momencie padło:

-No cóż, pomarzyć zawsze miło.
-To nie marzenia, to plany.

Tak wtedy było. Miałem już mniej więcej wizję swojej najbliższej przyszłości i ładnych kilka miesięcy na doszlifowanie jej i wprowadzenie w życie. Nie trwało to jednak długo.
Z przyczyn, na które nie będę tutaj strzępił klawiszy, razem z najbliższą rodziną musieliśmy zacząć poszukiwania nowego domu na najbliższe lata. Nie wiadomo na jak długo, nie wiadomo co będzie potem. Nie wiadomo czy będzie gdzie wracać. Wiadomo za to, że trzeba będzie zacisnąć pasa.

Mówiąc krótko: troszeczkę psuje to moje plany. Raczej nie będzie za co kupić motocykla, jeżeli z oszczędności trzeba będzie wspomóc rodziców. Raczej nie będzie kiedy podróżować nim po świecie, jeżeli trzeba będzie zostać i pomagać jak się da.

Nie mówię, że nie chcę tego robić, że jestem zmuszony lub tak wypada, bynajmniej. Trzeba po prostu pamiętać, że w każdej chwili wszytko może wywrócić się do góry nogami i trzeba być na to przygotowanym.


2 komentarze:

  1. Nie powiem, że mimo wszystko nie warto planować, bo przeciez warto. A to że czasem nie wychodzą nam plany i marzenia - to już inna historia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzenia, jeżeli tylko będą pielęgnowane - kiedyś się spełnią. Musisz w to wierzyć. Wiem, brzmi to dość banalnie, ale naprawdę tak jest. Może gdy dłużej na coś poczekasz, to zmieni swój smak na lepsze. Zacznie jeszcze lepiej smakować, nabierze głębszego sensu. ;)

    Pozdrawiam z uśmiechem na ustach ;)

    OdpowiedzUsuń